Widziałem Lamborghini kilka razy w życiu.
Pierwszy raz, parę lat temu, obok Buckingham Palace akwamarynowy Gallardo spowodował że zapieprzyłem głową w słup. Bolało jak cholera, bo byłem w półbiegu wyciągając aparat.
Drugi raz, siedząc koło ul. Tuwima. Jedyny raz gdy widziałem Lambo w Polsce.
Trzeci raz w Londynie. Czerwony Gallardo, przez którego o mało co nie rozjechał mnie dwupiętrowy autobus. Musiałem przeciąć ulicę pod National Gallery, a to proste nie jest, szczególnie koło 13, gdy wszyscy jadą na lunch.
Czwarty raz. Czwarty raz, gdy za sprawą głodu poszedłem szukać jakiegoś BurgerKinga czy McDonald’s, i moje oczy znalazły szyld Lamborghini London. Głód? Jaki głód do cholery, tam jest Lambo! Tam, to znaczy za szybami o grubości 20cm które w założeniu mają przetrzymać uderzenie czołgu. Chociaż zanim czołg by wjechał w ten salon, wszystkie samochody dawno zostałyby ewakuowane przez oddział S.W.A.T.



Więc byłem tam raz, o czym pisałem już przy okazji relacji z Londynu. Dlaczego zatem do tego wracam? Dzisiaj w moje łapska dostał się pierwszy egzemplarz TopGear Magazine Edycja Polska. I gdy otworzyłem go na randomowej stronie zobaczyłem po raz enty samochód, który jest prawdopodobnie dziełem obcej cywilizacji. A nawet jeśli stworzyli go ziemianie, to mają pakt z diabłem/amerykanami* (niepotrzebne skreślić) na wykorzystanie technologii gniotącej swą nowoczesnością awionikę F-35 Lightning II i wszelkie Black Planes. I mimo że widzę go kolejny raz, dopiero w obiektywie TopGear zadziałał tak jak powinien. Podniosło mi się tętno, a źrenice rozszerzyły się do granic. W pełnej okazałości, widziałem myśliwiec drogowy. Lamborghini Reventon. Agresja w najczystszej postaci. Nie wiem, jak do tego doszło. Siedziałem w Murcielago LP640. I byłem święcie przekonany że nic brutalniejszego i jeszcze bardziej wybuchowego nie da się zrobić. Ale jednak, udało im się. Ktoś udał się w LP640 do Centro Stile i rzucił od niechcenia “Zróbcie coś z tym.”. Garstka ludzi o ognistym spojrzeniu wtoczyła Murcielago do garażu i zamknęła drzwi by w spokoju zająć się kondensacją DNA tego samochodu. Eksterpolowaniem absolutnego ekstremum motoryzacyjnego świata. I znów im się udało. Efekt jest absolutnie piorunujący. Policjanci wypuszczają bloczki z mandatami, przechodnie gapią się wykazując spadek IQ do ujemnego poziomu, a starzy ludzie w promieniu 15km padają na zawał powodowany odgłosami eksplozji atomowych następujących z częstotliwością do 10 000x na minutę. Włosi zredukują populację starych ludzi o 3/4 używając do tego 21 samochodów. A ja będę żył w nadziei, że któregoś dnia zobaczę jeden z 20 Reventonów. Chyba że udam się do muzeum Lambo, albowiem tam wyląduje przedseryjny, oznaczony 0/20…






