Gdzie jest magia?

Podczas jednego z mych radosnych spacerów z psem, gdy padało niczym w Headland, a nad skrawkiem ziemi który potocznie określam “łąką” unosiła się delikatna mgła, słuchałem jednego z moich ulubionych albumów - Gran Turismo by The Cardigans. I gdzieś między “My Favourite Game” (hymn kierowców, zapraszam do obejrzenia intro GT2, będącego magicznym filmem) a “Erase and Rewind” pojawiła się (kolejny raz z resztą) w mej głowie wizja motoryzacyjnego raju. Nurburgring Nordschleife (jedyne dwa słowa jakie potrafię poprawnie wymówić po niemiecku) skąpany w aurze wyjętej z dnia, gdy odbywał się spacer. Czarna Honda S2000 GT1 (Ci którzy grali w GT2 wiedzą o czym mówię, widlasta 10 pod maską, 540+ bhp, RWD, wściekły dźwięk wysokoobrotowej jednostki) przemieszczająca się pomiędzy Wehrseifen a Ex-Muhle, miotająca wściekle, za sprawą głębokiego bieżnika, krople wody z powierzchni toru oraz plujący ogniem wydech przy przysłowiowym “wbiciu” trójki na wyjściu, by osiągnąć szczytowe 10k rpm i przejść na czwórkę. I w momencie gdy oczami wyobraźni widziałem jak obrotomierz wkręca się na niebotyczne, obroty a prędkościomierz niemal nie nadąża z podawaniem rosnącej prędkości, doszło do mnie coś strasznego. Gran Turismo utraciło, jeśli nie całą, to dużą część swej magii. Nie przypominam sobie, abym grając w GT4 doświadczał takiej radości jak śmigając po Rzymie w nocy w Alfie 155 GTA w GT2. Co się więc do cholery stało? Gdzie jest magia!?

Wydaje mi się, że może chodzić o sterylność produktu. GT2 było - ośmielę się użyć tego określenia - skrajnie prymitywne pod względem graficznym. Pozostawiało pole dla wyobraźni, pozwalało imaginacji wcisnąć swoje “trzy grosze” pomiędzy zlepek pikseli, hucznie określany samochodem. GT4 nie daje Ci takiej możliwości. W GT2, jeśli tylko chciałeś, mogłeś zobaczyć motion blur. W GT4 również możesz go zobaczyć, ale tylko w dwóch wypadkach: gdy w photo drive ustawisz migawkę na 1/60 sekundy podczas gdy samochód przemieszcza się 250kph. Albo jeśli skopciłeś krzak trawki, co - jak sądzę - pozwala Ci równierz uwierzyć że w dłoniach nie trzymasz pada, ale pokrytą zamszem Momo Sport z czerwonymi przyciskami oznaczającymi podtlenek azotu. Wyobraźnia jest cholernie ważna, a twórcy gier doskonaląc grafikę i oferując nam cuda w postaci 1080p@60fps (pozdro Deevaa, Twoje główne kryterium wyboru gry) odbierają miejsce na nią. Nie mam do nich absolutnie żadnych pretensji - efekt jest powalający, ale pod jednym warunkiem - że masz małe wymagania. Albo że dopracują produkt w najmniejszym szczególe, odwzorowując rzeczywistość do tego stopnia, że wyobraźnia po prostu przestanie być wymagana by skompletować doznania. Wyobraźnia uzupełniała wszelkie braki graficzne GT2, od płaskich jak kartka papieru felg aż po drzewa które mógłby zrobić w paincie 5-latek. W GT4 zaś dostaliśmy większą szczegółowość, ale wyobraźnia została wyproszona z salonu co - w połączeniu z niedoróbkami - zaowocowało totalnym krachem. Pomiędzy te piksele nie dało się wcisnąć blura, bo zmysł wzroku kłócił się z wyobraźnią wpychając mózg w imadło. Podobnie drzewa. Samochody były bardziej dopracowane, ale nie tak jakbyśmy tego chcieli. Wkopując wyobraźnię i wciskając nam coś gorszego niż się spodziewaliśmy ma - przynajmniej dla mnie - jeden efekt: magia ginie. Nie czerpię z GT4 takiej radochy jak z GT2, nie widzę gry równie dobrej co gra z (o zgrozo!) poprzedniej generacji konsol. Fakt faktem, fizyka przeszła ewolucję, mapowanie środowiska nie polega na niemal sztywnym przyklejeniu refleksów (w postaci białych pasów) do bitmapy pokrywającej samochód, dodano nowe niuanse (Zabawa settingami <3) i ogólnie jest lepiej ale - paradoksalnie, nieprawdaż? - za razem jest gorzej. Wszystko przez niedoróbki i niedobór mocy obliczeniowej. Chcę wierzyć, że GT5 pomoże mi odzyskać wiarę w symulacje, ale boję się że nie podoła moim wymaganiom. O Forzie Motorsport, X’owym konkurencie GT nie wspomnę nawet słowem, bo jeśli za jedną z najważniejszych cech gry uważa się dynamiczne monitorowanie ciśnienia w ogumieniu, to nie mam więcej pytań. Co do GT5 - przekonamy się za jakiś czas, czy Kazunori dokonał cudu i spełnił moje oczekiwania. A są one niezwykle (no dobra, złe słowo) precyzyjne: chcę się poczuć jak na drodzę. Chcę zobaczyć pieprzony efekt zwężania się drogi przy 230 kph, przestać postrzegać drzewa jako drzewa i usłyszeć jak akustyka silnika niesie się echem od ścian tunelu strasząc ptaki siedzące na okolicznych drzewach. Nie oczekuję free-roamingu (zepsułoby to odsłonę cudnej serii), ale oczekuję że wyobraźnia przestanie być potrzeba, bo komplet doznań z jazdy zamknie się w płycie Blu-Ray włożonej do mojej PS3. I pokornie błagam, by duchy mocy, Bóg, czy ktokolwiek inny, jak tam go zwiecie, sprawiły aby tak się stało. Chcę symulatora, który wgniecie w asfalt rzeczywistość i spali na niej gumę za pomocą plującego ogniem pojazdu, który następnie ruszy i otworzy za sobą wrota piekła. Chcę Gran Turismo 5+.

Czy jestem PetrolHeadem? Z całą pewnością. Dlatego gdy wysiadam na stacji benzynowej, pierwsze co robię, to biorę bardzo głęboki wdech. Bo niewiele rzeczy może się równać z zapachem pospolitej 98. A jeśli to BP Ultimate, łapie odlot.

Na koniec pozwolę sobie przytoczyć dwie sentencje. Pierwsza głęboko zapadła mi w pamięć, ale skąd jest - nie mam pojęcia. Druga zaś została wypowiedziana przez Jeremy’ego Clarksona.

  • Nie słuchaj żony. Nie słuchaj lekarza. Słuchaj serca. ["Kup supersamochód." należałoby dodać :)]
  • Szybkość jeszcze nikogo nie zabiła. To nagłe zatrzymanie pozbawia nas życia.

I z obydwiema się zgadzam. Dlatego kiedyś wydam na samochód krocie, a moja żona/dziewczyna urwie mi z tego powodu łeb. Ale pieprzyć to, będę miał swój supersamochód! Supersamochód kupuje się sercem, nie rozumem. Dlatego większość kobiet nigdy nie pojmie, dlaczego niektórzy faceci wydają tyle kasy na samochód. Nie chodzi o budownie ego. Chodzi o fakt, że spełniasz marzenie, zaspokajasz chłopca, który siedzi wewnątrz każdego faceta od narodzin, aż do zgonu. Mój ma się dobrze, nie wiem jak Wasz.

Take Care.

Lamborghini. I nawet jeśli jesteś maklerem na Wall Street, czujesz się jak chłopiec.

Widziałem Lamborghini kilka razy w życiu.

Pierwszy raz, parę lat temu, obok Buckingham Palace akwamarynowy Gallardo spowodował że zapieprzyłem głową w słup. Bolało jak cholera, bo byłem w półbiegu wyciągając aparat.

Drugi raz, siedząc koło ul. Tuwima. Jedyny raz gdy widziałem Lambo w Polsce.

Trzeci raz w Londynie. Czerwony Gallardo, przez którego o mało co nie rozjechał mnie dwupiętrowy autobus. Musiałem przeciąć ulicę pod National Gallery, a to proste nie jest, szczególnie koło 13, gdy wszyscy jadą na lunch.

Czwarty raz. Czwarty raz, gdy za sprawą głodu poszedłem szukać jakiegoś BurgerKinga czy McDonald’s, i moje oczy znalazły szyld Lamborghini London. Głód? Jaki głód do cholery, tam jest Lambo! Tam, to znaczy za szybami o grubości 20cm które w założeniu mają przetrzymać uderzenie czołgu. Chociaż zanim czołg by wjechał w ten salon, wszystkie samochody dawno zostałyby ewakuowane przez oddział S.W.A.T.

Lamborghini Murcielago LP640

Wydech o przekroju poprzecznym bijącym na łeb Channel Tunnel.

Najlepszy dowód, że nawet tylna lampa może być dziełem sztuki.

 

Więc byłem tam raz, o czym pisałem już przy okazji relacji z Londynu. Dlaczego zatem do tego wracam? Dzisiaj w moje łapska dostał się pierwszy egzemplarz TopGear Magazine Edycja Polska. I gdy otworzyłem go na randomowej stronie zobaczyłem po raz enty samochód, który jest prawdopodobnie dziełem obcej cywilizacji. A nawet jeśli stworzyli go ziemianie, to mają pakt z diabłem/amerykanami* (niepotrzebne skreślić) na wykorzystanie technologii gniotącej swą nowoczesnością awionikę F-35 Lightning II i wszelkie Black Planes. I mimo że widzę go kolejny raz, dopiero w obiektywie TopGear zadziałał tak jak powinien. Podniosło mi się tętno, a źrenice rozszerzyły się do granic. W pełnej okazałości, widziałem myśliwiec drogowy. Lamborghini Reventon. Agresja w najczystszej postaci. Nie wiem, jak do tego doszło. Siedziałem w Murcielago LP640. I byłem święcie przekonany że nic brutalniejszego i jeszcze bardziej wybuchowego nie da się zrobić. Ale jednak, udało im się. Ktoś udał się w LP640 do Centro Stile i rzucił od niechcenia “Zróbcie coś z tym.”. Garstka ludzi o ognistym spojrzeniu wtoczyła Murcielago do garażu i zamknęła drzwi by w spokoju zająć się kondensacją DNA tego samochodu. Eksterpolowaniem absolutnego ekstremum motoryzacyjnego świata. I znów im się udało. Efekt jest absolutnie piorunujący. Policjanci wypuszczają bloczki z mandatami, przechodnie gapią się wykazując spadek IQ do ujemnego poziomu, a starzy ludzie w promieniu 15km padają na zawał powodowany odgłosami eksplozji atomowych następujących z częstotliwością do 10 000x na minutę. Włosi zredukują populację starych ludzi o 3/4 używając do tego 21 samochodów. A ja będę żył w nadziei, że któregoś dnia zobaczę jeden z 20 Reventonów. Chyba że udam się do muzeum Lambo, albowiem tam wyląduje przedseryjny, oznaczony 0/20…

Reventon
Witamy w samolocie...

Następna strona »


Statsy

  • 1,702 hits

Ostatnio grane

Burnout Paradise Demo - demko arkadówki tego roku. Nie ma bata, Criterion Games pokazało klasę i ustawiło poprzeczkę wyżej niż kiedykolwiek. Piękne, naszpikowane ulicami i skrótami miasto, zabójczy model zniszczeń, bardzo szybkie samochody, fenomenalny online i masa zabawy. Must Have.

Archiwa